Kukui - biżuteria hawajska

statystyka

RSS
wtorek, 21 lipca 2009
W Polsce jestem już miesiąc. To taki czas, żeby z perspektywy spojrzeć w przeszłość i poczynić podsumowanie.

Ale najpierw dygrecja. W lipcu 2004 roku (czyli, tym razem, 5 lat temu) byłam w Danii. Na dwutygodniowym kursie. I przy którymś sprzątaniu odnalazłam maila napisanego do przyjaciółki. 

"takiego lata to nie pamietaja nawet najstarsi Dunczycy! mozesz 
miec na sobie tylko cienki sweterek i nawet nie zamarzasz!
i prawie wcale nie pada!"

Nie da się ukryć, to lato, które mi przypadło w udziale do końca czerwca niczym szczególnym się nie odznaczało. Podczas gdy w Polsce wszyscy piekli się w 30 stopniach ja rzadko kiedy miałam na sobie coś z krótkim rękawem.

"ale wydaje mi sie, ze nawet na emeryturze nie bede tak nudna,
zeby moc mieszkac w Danii"

Jakby nie było, tę wypowiedź podtrzymuję. I nie twierdzę, że trzeba być Duńczykiem, żeby kochać Danię tak jak oni (chociaż moim zdaniem musi w tym być coś genetyczniego), ale ja po prostu się do tego nie nadaję. To nie mój kraj, nie moje kwiatki. Spędziłam tam jakieś 11 miesięcy swojego życia i starczy.

Ale jeśli chodzi o podsumowanie - oprócz tych rzeczy negatywnych typu pogoda i nuda, znalazła się jeszcze spora grupka fantastycznych ludzi. Dwójka Węgrów, Czeszka, cała zgraja Japończyków i nawet dwóch Duńczyków. I dla tej gromadki warto było spędzić rok w Danii. Takich ludzi, co to zostają przyjaciółmi na resztę życia nie poznaje się na każdym kroku.

I dzięki pobytowi w Danii spędziłam miesiąc w Hiszpanii, co jakby nie było, również liczy się na plus.

Kończąc tego bloga mówię do widzenia i na pewno, gdy tylko wyjadę gdzieś znowu, pojawi się następny.
Sajonara.
środa, 27 maja 2009
Tęsknię za Polską. Taki homesick mnie dopadł odliczam już tylko dni do wyjazdu. Zostało 20kilka. W zależności jeszcze od tego, kiedy dokładnie uda mi się wyjechać.

Temperatura za oknem w porównaniu (w googlach) z tą warszawską tęsknotę zwiększa. Tu tylko deszcz i wichury. (Czy ktoś potrafi odpowiedzieć, swoją drogą, dlaczego na mój nastrój tak bardzo wpływa pogoda?) Tam podobno 20kilka stopni.

W ostatnie dni wolne obejrzałam kilka polskich filmów z lat ostatnich i podziwiałam jaka ta Warszawa piękna. No, w porównaniu do Arhus jest wielkim miastem, a ja lubię duże miasta. I naprawdę, już nawet do tych korków tęsknię.

I teraz zostaje tylko przetrzymać, odwiedzić urząd podatkowy, kupić prezenty, a następnie przejechać te 1300km. Ale jeździć samochodem też uwielbiam. I akurat w tej sytuacji to mały pikuś będzie!
poniedziałek, 04 maja 2009
Wiosna w Danii jest prawie piękna. Ze zwyczajnych trzech kolorów (ciemna zieleń, ciemna czerwień i szary) zrobiła się prawie cała tęcza, deszcz pada tylko czasami i jakoś więcej czasu można spędzać na słońcu. 

A do tego dostałam do łapek aparat fotograficzny porządnej jakości i przy akompaniamencie tego słońca i kolorów wyżywam się.

Poza tym pracuję, całkiem sporo, bo odrabiam zaległości, a i pewnie nadrabiam przyszłe. Co by się udało wyjechać stąd jakoś sensownie. Bo 16 godzin za kółkiem już wisi na horyzoncie.

I zwiedzam. Bo zostały w tej Danii ostatnie chwile, a przecież tak dobrze jej jeszcze nie obejrzałam. Po zaplanowanej przeze mnie sobotniej wycieczce usłyszałam komplement od Węgierki, że takiej pięknej Danii jeszcze nie widziała. Ja chyba też nie. Kopalnia wapienia, wiejskie drogi, a do głaskania kozy i sarny. I piękny zachód słońca w drodze powrotnej. I pyszne lody, bo Duńczycy, nie wiedzieć czemu, w zimnej przekąsce się niesamowicie lubują. 

I tylko szkoda, że już wkrótce ma znowu zacząć padać i tak podobno przez cały maj.
poniedziałek, 20 kwietnia 2009
Miesiąc w Hiszpanii zrobił swoje. Moje dwa pozostałe miesiące w Danii to jedynie praca i zarabianie kasy. Dzisiaj nawet wpadł mi do głowy pomysł, że mogę tu sprzedać swoje wyroby biżuteryjne. Wszystko, żeby później zdobyć kasę na pobyt na Półwyspie Iberyjskim. Bo tam jest mój dom.

W skrócie - w czasie pobytu Duńczyków w Hiszpanii przejechałam się karetką, nauczyłam robić zastrzyki i robiłam za tłumacza przy każdej możliwej okazji. A później były już tylko dwa tygodnie imprez. Niezapomnianych. Na myśl o których ciągle się jeszcze uśmiecham.
I nauczyłam się paru rzeczy. O sobie, o ludziach. I zapewne w ciągu tego miesiąca zmieniłam się bardziej niż przez poprzednie 8 przemieszkanych w Danii.

A do tego jest wiosna. Wszystko wydaje się ciut łatwiejsze. Ale ciągle krajobraz ma tylko 3 kolory - czerwień domów, ciemną zieleń przyrody i szarość całej reszty, ostatnio lekko zaniebieszczoną. I jak to się ma mieć do takiej np. Barcelony i jasno-kurwa-lazurowego koloru Morza Śródziemnego, które podczas zachodu słońca mieni się jak benzyna?
sobota, 21 marca 2009
Słuchając o tym jaka pogoda jest w Polsce z pobłażaniem patrzę na pogodę za oknem. Dobrze, że ona tu już jest, ta wiosna. Bo gdyby tutaj też szalały zawieje i zamiecie nienawidziłabym tego krajobrazu z całego serca. A tak tylko patrzę z pobłażaniem... bo już pojutrze go opuszczam.

Do fryzjerki poszłam, zostawiłam fortunę, dostałam zniżkę i zyskałam przyjazną duszę w Danii. Coby nie było, fryzjerka ma korzenie słowiańskie i to wspólne narzekanie na Danię nas do siebie zbliżyło. No, może nie narzekanie, może po prostu stwierdzanie prawdy. Jak by nie było, mam ochotę do niej wrócić, fryzjerki, nie prawdy, chociażby dla samej kawy i poprawienia jej humoru możliwością pogadania po angielsku z przyjazną duszą.

A w niedzielę o 5 rano wsiadam w busika typu Ducato (jeszcze nie wiem, bo tutaj wszystko się okazuje w ostatniej sekundzie) i czasem w charakterze kierowcy, a czasem pasażera przemieszczam się w kierunku południowo-zachodnim, żeby w niedzielę wieczorem dotrzeć do francuskiej wiochy (która leży, swoją drogą, w okolicach Chaumont), a poniedziałkowym wieczorem dotrzeć do Lloret de mar. Pojutrze. Pojutrze będę w Hiszpanii :)

Do Danii wracam 15. kwietnia. Postaram się coś przekazać w międzyczasie, ale jeśli mi się nie uda, to znaczy, że tam na południu zapomniałam co to komputer :)
piątek, 13 marca 2009
Przyszła wiosna. Na jeden dzień, ale na tą krótką chwilę zmieniła moje postrzeganie Danii. Już nie było tak źle, dało się wyjść nad morze nie narażając się na urwanie głowy podczas jednej z wichur, akurat był dzień wolny, więc pojechałam do miasta i w słońcu zrobiłam kilka zdjęć. Było prawie pięknie. Nawet ludzie wokoło odwzajemniali moje uśmiechy.

Ale chyba nie muszę mówić, że obecnie właśnie znowu pada, a niebo jest całe zachmurzone. Na szczęście, z tyłu głowy pozostaje myśl, że już za osiem dni wyjeżdżamy na wycieczkę. I oprócz Barcelony odwiedzę jeszcze Madryt. Co prawda tylko na kilkanaście godzin, ale to już i tak będzie wrażenie porównywalne do wizyty w raju. 

A tymczasem wybieram się do duńskiego fryzjera, któremu zostawię tyle pieniędzy, ile nie zostawiłam jeszcze żadnemu nigdy i mam nadzieję, że będzie tego warty. A teraz właśnie nie ma mnie na lekcji duńskiego, bo ja uważam, że one mi nie są już do niczego potrzebne. Poznałam ten język w pewnym stopniu i w większym nie muszę. Teraz się mogę skupić na odświeżaniu hiszpańskiego. Który to sobie zaraz poopraktykuję :)


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11